Zatrzymaj się i wysiądź, choćby na chwilę…

459 wyświetleń 0 Comment

 …🍀…

Wiele kobiet, a ich los najbardziej leży mi na sercu – wybaczcie panowie, mam dwie córki 🙂 , męczy się w swoim małżeństwie. Za każdym razem bardzo przykro mi jest o tym słuchać, bo wiele z nich uwikłana jest w te niecne małżeństwa po pachy. Zauważyłam, że najbardziej bolesne uwikłanie dotyka tych kobiet, które są zależne finansowo od swoich mężów.

Kochane żony!  Kim jest ów Pan Mąż? A może powinnam zapytać kim powinien być mąż? Nie pamiętacie już co sobie przysięgaliście? Jaka jest idea małżeństwa? Większość ludzi pamięta tylko: na dobre i na złe (!). O dziwo, są w tej przysiędze, albo w logicznym rozumowaniu na jej temat nieco ważniejsze przesłanki. Bo jeśli “na złe” ma oznaczać chorobę partnera, kalectwo czy inne nieszczęście losowe, które przerwało Wasz wspaniale spędzony czas, to jak najbardziej – rozumiem, szanuję, wspieram. Ale jeśli “na złe” pojmujesz jako agresję partnera, lekceważenie, wykorzystywanie, kompletny brak szacunku, traktowanie Cię jak pomoc domową, itd…, to nie mogę dać Ci “krzyżyka na drogę”, ponieważ się mylisz. Czy tak się umawialiście przed ołtarzem? Na to, że on jest panem, a Ty podwładną? No chyba, że tak, to przepraszam.

No jasne, że w życiu się mogło pozmieniać na gorsze – finanse, praca, obowiązki, stres, ale na Boga! Każde z Was musi się z tym uporać. Chwilowe kryzysy wynikające z trudu dostosowywania się do zmian, nowych sytuacji są oczywiście wpisane w życiorys, ale zrozumiałe póki chwilowe, a nie permanentne! Jeżeli partner przyzwyczaił się do tego, że jesteś elementem krajobrazu, czy workiem treningowym pomagającym rozładować stres, to zobacz czerwoną lampkę!!!

Wiem, że człowiek potrafi znajdować sobie czasem wytłumaczenie dla tkwienia w takim chorym układzie. Niektórzy tak mają – na przykład takie mają mechanizmy ukierunkowane na ratowanie świata kosztem siebie. Wiem jednak, że nie zawsze warto (!) żeby nie powiedzieć, że w tym przypadku nie warto. No bo jaki sens ma niańczenie całe życie kogoś, z kim związaliśmy się jako z człowiekiem dorosłym? Mówisz sobie: On się zmieni. Więc ja Ci mówię: Sam się nie zmieni! Chyba, że chcesz czekać aż wydarzy się cud, bo w sumie wydarzyć się może, tak jak i wygrana w totka ponoć się zdarza… Albo też SAMA WEŹMIESZ SWOJE ŻYCIE W SWOJE RĘCE. Trzeba to wszystko przeanalizować, zastanowić się, czy tak ma wyglądać Twoje Życie? Wiem, że zmiana będzie trudna, wiem ♥  Ale to nie znaczy, że nie warto jej wprowadzić. Oznacza to, że musisz ją przeprowadzić jak najszybciej, bo Twoje Życie mija…

Przemyśl to. Nie zostawiaj swojego życia w czyichś rękach, nie pozwól, by ktoś nie liczył się z Twoimi uczuciami, z Tobą. Nie mówię, żebyś walnęła pięścią w stół i zażądała rozwodu, bo wiem że takie rozwiązania po pierwsze – nie zawsze są możliwe z powodu obiektywnych trudności, np. finansowych. A po drugie – nie zawsze warto od razu wszystko przekreślać. Warunkiem jednak nie przekreślania jest współpraca partnera na rzecz poprawy sytuacji.

Więc jeśli – po gruntownym przemyśleniu – uznasz że chcesz dać szansę partnerowi, aby uprzytomnił sobie swoje położenie, to daj. Polecam jednak konsultacje z psychologiem, bo istnieje duże ryzyko, że sama nie oceniasz obiektywnie sytuacji. Czasem po prostu wydaje nam się, że kogoś kochamy, a to na przykład jest zwykły mechanizm uzależnienia od partnera bazujący na którymś z mechanizmów osobowości. Psycholog pomaga zobaczyć takie rzeczy.

Poza tym bardzo często jest tak, że kiedy oboje partnerzy zdecydują się naprawić swój związek  i oboje chcą popracować, aby zobaczyć dlaczego tak się stało i jak to zmienić, da się uleczyć małżeństwo. Nadać mu nowe znaczenie, przewartościować i zacząć od początku. Potrzeba tu jednak głębokiego wglądu obojga partnerów, wzajemnego szacunku i zaufania.

Moim zdaniem psycholog to najodpowiedniejsza osoba, żeby pomóc Ci podjąć własne, uczciwe wobec was obojga decyzje. Przyjaciółki często stają po prostu po Twojej stronie, a jego kumple bezrefleksyjnie solidaryzują się z nim. W sumie nie prowadzi to do niczego konstruktywnego. Poza tym, i uważajcie teraz: odradzam pranie intymnych brudów publicznie (w gronie najbliższych także), bo to bardzo śliski temat.

Jeśli jednak nie masz ochoty iść do psychologa, to poszukaj literatury, pooglądaj mądre filmy, poszukaj ratunku, skoro tak jak jest, nie jest dobrze. Może Twoja obecność na tym blogu wystarczy, abyś zawalczyła / zawalczył o swoje życie? ♥

Z troską,  K.