Strefa komfortu – strefa zmiany

129 wyświetleń 0 Comment

…🦋…

W ostatnich latach bardzo popularny stał się termin: strefa komfortu… Wielu z nas kojarzy ten zwrot z pozostawaniem w wygodnej pozycji życiowej; akceptowanej, lubianej, stabilnej, komfortowej… A więc takiej, której nie zmieniamy, bo nam w niej dobrze. Nie wprowadzamy zmian i rewolucji w życiu, trwamy w stabilnej sytuacji życiowej, która udało nam się stworzyć, wypracować, osiągnąć.
Kiedy mowa o strefie komfortu, mowa też o słyszanym często zwrocie: wyjście ze strefy komfortu. Tylko po co? Skoro to strefa wygodna i jak sama nazwa wskazuje: komfortowa? Otóż niekoniecznie.

Czasem jest to po prostu  poczucie przewidywalności zdarzeń, a pozostawanie w tym co znane, daje nam złudzenie kontroli i złudne poczucie bezpieczeństwa. W strefie komfortu nie zawsze jest dobrze, ale zawsze jest bezpieczniej niż poza nią…

Zatem wyjście ze strefy komfortu to ZMIANA.
Zmiana pojawić się może łagodnie, kiedy jesteśmy świadomi zarówno plusów i minusów jakie panują w naszej strefie i mamy gotowość do systematycznego aktualizowania oprogramowania 😉 Czyli kiedy coś przestaje nam w życiu działać, na bieżąco podejmujemy świadome wysiłki, aby to naprawiać. Zmiana może pojawić się także gwałtownie, kiedy – upraszczając – straciliśmy czujność i „bezwiednie” pozwoliliśmy, aby minusy urosły do rangi problemów. Zmiana gwałtowna przychodzi też w konsekwencji nagłych zmian w okolicznościach życiowych, kiedy coś spada na nas „nagle” i trzeba się tym zająć.

Dzisiaj powiemy o istocie wyjścia ze strefy komfortu bez drastycznych wydarzeń jako przymusowego bodźca. Wielu z nas dostrzega te obszary życia, które wydają się nie działać za dobrze, ale mimo to, nie podejmuje wyzwania ZMIANY. W celu pozostania w strefie komfortu – nawet kiedy nie jest ona komfortowa, a tylko przewidywalna – przymykamy oczy, czekamy aż się „samo naprawi” lub samo jakoś się zmieni… Odwracamy oczy od konieczności podjęcia wyzwania naprawienia tego czegoś. Uciekamy od zmian bo boimy się, że nam się nie uda…Opieramy się więc wszelkim remontom i remanentom w naszym życiu, pozostajemy w strefie komfortu nawet wtedy kiedy jest nam tam już bardzo niewygodnie.
To  zamiłowanie do nicniezmieniania ma jednak swoją cenę – w ten sposób narażamy się na frustrację własnych potrzeb, na poczucie bezradności, niewiary we własne siły i coraz większy marazm.

Dlaczego? Dlatego, że w głębi Duszy i tak dokładnie wiemy, że nie jest dobrze i to, że nic z tym nie robimy osłabia nas od środka jeszcze bardziej. A paradoksalnie, jawna porażka i jej konsekwencje są mniej kosztowne aniżeli tkwienie latami w procesie samooszukiwania się. W istocie przecież nie da się oszukać samego siebie. Te wszystkie mechanizmy w jakie uposażona jest nasza psychika, jak na przykład przekonania typu:  jak jest dobrze, to nie trzeba psuć, mają za zadanie chronić nas przed uczuciem porażki w wypadku złych konsekwencji zmiany… (na przykład) Kiedy jednak przedłużamy ich z założenia zbawienny wpływ i wbijamy sobie do głowy ograniczające przekonania, które mają za zadanie uchronić nas przed podejmowaniem zmian i życiowych wyzwań, to wówczas mechanizmy które miały nas chronić, zaczynają działać destruktywnie…

Zmiana jest nieodzownym elementem życia, a kiedy nie mamy gotowości do rozwoju i bronimy się przed małymi zmianami, przed podejmowaniem wysiłku na drodze do realizacji marzeń i celów, udajemy przed sobą że jest dobrze, mimo iż wiemy że nie jest, to blokujemy przepływ energii życiowej. Kiedy chcemy czegoś spróbować, zrealizować jakiś cel, jakieś pragnienie, przeprowadzić jakąś zmianę, ale boimy się porażki, to stajemy w miejscu, zamykamy się na świat, odbieramy sobie radość życia. A w międzyczasie…problemy po prostu rosną…

                Zamiast opierać się zmianom, poddaj im się. Niech życie będzie z tobą, nie przeciw tobie.
                    Jeśli obawiasz się, że twoje życie odwróci się do góry nogami, nie bój się
                         Skąd wiesz, że do góry nogami nie jest lepiej niż normalnie?
                               (wędrujący sufi, Shams z Tabrizu)

Warto przepracować swoje ograniczenia, przyjrzeć się sobie i temu w jaki sposób funkcjonujemy w świecie. Warto wiedzieć jakie motywy nami kierują, jakie mamy wartości  i po co nam one? Czy pomagają nam wzrastać, czy chować się przed życiem? Dobrze jest wiedzieć jakie mamy przekonania o sobie i świecie, bo to one są naszym hamulcem, albo trampoliną do życia takiego, jakiego pragniemy. Samoświadomość to najlepszy sposób, aby sprawdzić czy żyjemy, czy tylko prześlizgujemy się przez życie, przeczekujemy je. Jeśli masz w swoim życiu rzeczy, które wymagają naprawy, lub zmiany, ale nie „ruszasz ich” bo cośtam, to może ten wpis jest właśnie dla Ciebie?

Z pozdrowieniami, K.