Rozczarowanie. Dlaczego tak boli?

44 wyświetleń 0 Comment

…🦋…

Kiedy doświadczamy rozczarowania drugim człowiekiem; jego postawami, zachowaniami, reakcjami w określonych sytuacjach, cierpimy. Jesteśmy zaskoczeni, że ktoś zrobił, czy powiedział coś, co nas zabolało, lub…czego się nie spodziewaliśmy. Mieliąmy nadzieję, że możemy mu ufać, czy polegać na nim, a tu okazuje się, że nie. Okazuje się, że dana osoba może przyjąć inną niż zakładaliśmy postawę wobec nas, czy jakiejś sytuacji… I to właśnie w naszym założeniu najczęściej tkwi prawdziwa przyczyna naszego cierpienia.

Najczęściej bywa tak, iż to nie samo zachowanie drugiej osoby sprawia nam ból, ale nasze poczucie, iż pokładane w danej osobie nadzieje wynikające z naszych założeń okazały się złudne. Czujemy się zawiedzeni nie tylko czyimś postępowaniem, ale boli nas własna pomyłka. Boli nie tylko to, że zachowanie było słabe samo w sobie, ale to, iż pomyliliśmy się okazując temu komuś zaufanie, rozczarowaliśmy oczekując iż będzie tak, jak założyliśmy.
I niby to nic złego, że czynimy pewne założenia, może to nawet zupełnie naturalne, że chcemy móc wiedzieć jacy są i jak będą się zachowywać ludzie wokół nas, a zwłaszcza ci najbliżsi. Tak naprawdę chcemy, żeby ludzie byli dla nas przewidywalni, ale i tacy, jak chcemy żeby byli… To daje nam poczucie względnej kontroli. Jednak w tej przewidywalności uzyskiwanej dzięki naszym założeniom upatrujemy jeszcze czegoś: stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa. Uzależniamy nasz dobrostan od tego, że jest i będzie tak, jak przewidzieliśmy. A kiedy tak nie jest, czujemy się rozczarowani, oszukani, zdradzeni.

Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze dlatego, że życie z natury jest raczej nieprzewidywalne i większość zabiegów mających temu zapobiec, to iluzje. A po drugie dlatego, że założenia mają to do siebie, iż często są nieadekwatne do rzeczywistości. Odbierają gotowość do sprawdzania i obserwowania. Gotowość do postrzegania ludzi takimi, jakimi są. Przewidywania zawierają nasze projekcje rzeczywistości. Zakładając reakcje i zachowania innych projektujemy na nich swoje WŁASNE przekonania, wartości, postawy, itd… Projektujemy, czyli ubieramy innych w swoje cechy. Mierzymy w ten sposób swoją miarą…

I tak; możemy projektować na innych swoje lęki i obawy i tym samym przypisywać innym ludziom swoje cechy zakrzywiając świat na minus i spodziewając się najgorszego. Wtedy nasze czarnowidztwo sprawia, że świat wydaje się chmurny, wrogi i niebezpieczny, a nawet na zasadzie samospełniającego się proroctwa lub efektu przyciągania zaczynamy przyciągać takie okoliczności. Ale możemy też projektować na innych swoje najlepsze cechy i w ten sposób patrzeć na świat przez różowe okulary. Taka postawa (oczywiście nieświadoma) grozi częstymi rozczarowaniami ludźmi, którzy przecież nie muszą mieć i często nie mają takich cech jak my.
Kiedy będąc nieświadomymi takich mechanizmów projektujemy na ludzi to, co sami mamy w środku, narażamy się na to, iż w zależności od naszej „zawartości” będziemy mieć określone oczekiwania wobec ludzi i świata. Nie pozwalamy tym samym ludziom być sobą… bo po prostu nie widzimy ich takimi jacy są, ale takimi jacy sami jesteśmy, lub chcielibyśmy być… Nie pozwalamy im być sobą, ponieważ patrząc przez pryzmat swoich oczekiwań, interpretujemy zachowania ludzi tak jak chcemy żeby było, a nie tak, jak jest w istocie. Dlatego czasem mówi się, że każdy widzi to, co chce …

Uogólniając, nasze trudne emocje wynikają nie tylko z obiektywnych konsekwencji danej sytuacji, w jakiej zostaliśmy postawieni. Musimy bowiem zmierzyć się z rozczarowaniem … SOBĄ. Takie sytuacje mają głębsze skutki-podkopują słuszność naszych osobistych przekonań, wartości, norm jakie wyznajemy, itd… To je przecież projektowaliśmy na daną osobę… Skoro więc się nie sprawdziły, to być może są złe, niesłuszne, nieadekwatne? A są przecież swoistą mapą życia, więc mają dawać nam poczucie, że skoro wiemy jacy są ludzie i świat, to jakoś sobie poradzimy… Wskutek rozczarowania pojawia się więc zwątpienie w siebie i w to czy jesteśmy wystarczająco dobrzy, czy zasługujemy, czy potrafimy trafnie oceniać rzeczywistość? Rozczarowanie sprawia, że nasza podświadomość przytłacza nas dodatkowo poprzez stawianie w gotowości wielu wewnętrznych pytań sprawdzających. Pod znakiem zapytania stawiamy więc – często właśnie podświadomie a więc bezwolnie –  wiele obszarów, na których mozolnie budujemy poczucie własnej wartości, skuteczności i sprawstwa.

Bywa, że już sama świadomość tego, że takie mechanizmy bardzo często nam się uruchamiają, może być bardzo pomocna w radzeniu sobie z bólem rozczarowań. Takie procesy zachodzą w ludzkiej psychice nieświadomie i dlatego teoretyczna wiedza o nich, a później także umiejętność zaobserwowania ich u siebie pozwala zrozumieć przyczyny, a także skutki swojego postępowania. Przestajemy wówczas projektować na innych swoje własne cechy, potrzeby i oczekiwania, a zaczynamy przyglądać się ludziom i zdarzeniom z otwartością i gotowością do przyjęcia tego jacy są. Dajemy sobie możliwość oceniania ludzi po tym jak się zachowują i mamy odwagę, aby wyciągać wnioski. Rozumiejąc jaki wpływ na nasze życie ma nasza interpretacja rzeczywistości, zaczynamy być bardziej uważni. Uczymy się słuchać ludzi, bo chcemy słyszeć, uczymy się obserwować, bo chcemy jak najwięcej widzieć. Nie tworzymy już niezłomnych założeń, a jeśli czynimy pewne przewidywania (bo to chyba jednak nieuniknione) to robimy to z większą ostrożnością i akceptacją faktu, iż zwyczajnie możemy się pomylić. 

Z pozdrowieniami, K.