Koszmarny weekend…

345 wyświetleń 0 Comment

…🦋…

A chcą nam zamknąć markety w niedziele!

Ostatnio – z takich czy innych względów – rozpętała się debata o tym, czy zamknąć markety w niedziele. Bez względu na to, jakimi przesłankami kieruje się ustawodawca, koncepcja i tak  rodzi wiele sporów i kontrowersji. W tym jednym momencie właściciele marketów stoją po jednej strony barykady z klientami, że nie, że to nie w porządku, każdy ma prawo robić zakupy kiedy chce, itd… Oczywiście, to prawo demokracji, każdy ma prawo co chce i kiedy chce.

Zwróćcie jednak uwagę na fakt, iż nasze potrzeby sterowane są odgórnie – przez owe markety między innymi – i nie zawsze niedzielne wędrówki po sklepach wynikają z naszych autentycznych potrzeb zrobienia zakupów, a raczej stały się sposobem spędzania wolnego czasu… I niby nic w tym złego, gdyby nie fakt, że niektórzy z nas inaczej czasu wolnego nie spędzają. Musicie przyznać, że to trochę dziwne, na pewno nieco uproszczone stwierdzenie, ale trudno mu zaprzeczyć. Spędzamy swój wolny czas w tłoku marketów, gdzie ciężko jest zamienić ze sobą sensowne zdanie, nie mówiąc już o rozmowie i innych wyznacznikach bliskości, czy budowania więzi. Typowy przykład samotności w tłumie.

Czym innym jest fakt, że w ciągu całego tygodnia pracujemy tak dużo, że nie mamy czasu zrobić zakupów. Po pracy przewozimy dzieciaki z miejsca na miejsce, najczęściej pomiędzy szkołami, przedszkolami, opiekunkami, zajęciami dodatkowymi, a domem. I zakupów nie mamy już czasu, ani siły robić. Bo po powrocie do domu znowu praca: obiad, sprzątanie, lekcje z dziećmi, niedokończone w pracy (!) obowiązki zawodowe.

Rozumiem więc zakupy w niedzielę, ale spędzanie tam całego dnia już nie bardzo. Czemu akurat niedziela? Pewnie dlatego, że większość obywateli ma wtedy dzień wolny od pracy. Można by dłużej pospać, połazić w piżamie do południa, pooglądać w łóżku bajki z dzieciakami, pójść razem  na spacer z psem. Wracając pójść razem na obiad, porozmawiać o tym, jak minął nam ten zwariowany tydzień, powspominać zeszłoroczne wakacje. Później spędzić resztę dnia razem na rozmowie, wygłupach, grach planszowych, lub na jakimkolwiek BYCIU RAZEM.

Tymczasem być razem nie potrafimy. Dzieci kojarzą nam się z dodatkowym obowiązkiem, któremu jakoś łatwiej sprostać, gdy biegają gdzieś pomiędzy innymi użytkownikami marketu. Nie czujemy bliskości, a to z niej wynika potrzeba BYCIA RAZEM. Jesteśmy obok siebie, a to dla dzieci jest doświadczenie bycia niekochanym, niepotrzebnym, przy okazji.

Poza tym kupujemy za dużo… pierdół typu słodycze, zapychacze, gadżety, wyrzucając nasze ciężko zarobione pieniądze. Przez to za dużo czasu spędzamy w pracy żeby dorobić – z takich zakupów nic dobrego nie wynika. To zakupy zapychacze, zagłuszacze. I tak nasze dzieci bawią się tym same, tak żeby nie przeszkadzać rodzicom… Nie potrzebowałyby tylu pierdół, gdybyśmy spędzali  z nimi czas chociażby grając w bierki, czy warcaby ( koszt: 10 zł ) .

I choćby jedno zdanie z tego wpisu wydało się Wam warte refleksji, to już dużo. Pamiętajcie jednak, że nie ma w tym cienia krytyki, jest tylko ubolewanie nad tym, że takie mamy czasy. Pamiętajcie też, że czas, jaki spędzacie ze swoimi dziećmi jest najlepszą inwestycją w jakość Waszego wspólnego życia. Budujecie wówczas więź, która jest cudem rodzicielstwa.  Dzieci czują się wówczas kochane. Bez tej więzi nie ma też porozumienia. Bądźcie pewni, że najdroższy prezent, który im kupicie, a którym bawiły się będą same, nie zastąpi im Was. Mało tego, nie bardzo będą się tym bawić. No chyba że komputer, gra, laptop. Wtedy znikają w świecie wirtualnym…

Oczywiście temat marketów nie dotyczy wszystkich i jak zapewne zauważyłyście nie o markety tak do końca tutaj chodzi. Zwłaszcza, że nie każdy kto chadza w niedzielę rodzinnie do marketu, ma problemy w relacjach rodzinnych (!)

Uwierzcie mi jednak, że dla wielu osób spędzenie czasu z dziećmi bez telewizora, i-pada, bajek, gier i ogólnego szumu, który pochłania uwagę wszystkich zainteresowanych, jest … trudne. Wielu z nas jest przemęczonych i nie ma miejsca na dysku, po prostu 🙁  Inni nie mają świadomości, że z dzieckiem trzeba ( chcieć ) spędzać czas… Bywa, że wszelkie dziecięce próby zwrócenia uwagi na siebie, nawiązania kontaktu, interpretowane są przez dorosłych jak bycie niegrzecznym przez dziecko…

Wiem, że to bardzo trudny temat. Bardzo złożony, wielowątkowy i skomplikowany. Ale kiedy mu się przyjrzymy i rozłożymy na czynniki pierwsze (zazwyczaj w kategorii związki i dziecko), zrozumiemy więcej. Przekonacie się także, że tu nie ma krytyki, jest chęć zrozumienia. Po prostu musimy dostrzegać przejawy zagubienia człowieka we współczesnych realiach i skutki tego. I właśnie to  jest dla mnie warte szczególnej uwagi i troski.

Bo w miłości do dzieci nie chodzi bowiem o to czy Wy je kochacie. Chodzi o to czy Twoje dziecko czuje się kochane przez Ciebie. A to bardzo duża różnica.

A markety? No cóż? Przetrwają 🙂

With love, K.