Czym jest terapia par?

250 wyświetleń 0 Comment

…🍀…

Żyjemy w społeczeństwie, w którym nadal wzorowym modelem pary  jest wieloletni monogamiczny związek małżeński. Oparty na podstawowej zasadzie: aż po grób, na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie i we wszystkim innym. Niestety także w poczuciu samotności we dwoje, niezrozumieniu, obopólnemu niezadowoleniu i narastającej frustracji. Z czasem podstawą niektórych takich związków staje się zwyczajnie przyzwyczajenie i różnego rodzaju iluzje, w jakie wchodzimy.

Ludzie potrafią żyć w takim kieracie przez wiele lat, obarczeni dodatkowo ciężarem codzienności zawodowej, obowiązkami domowymi i innymi zobowiązaniami,  których ciężar ich przytłacza. Nie rozmawiają ze sobą, tylko wymieniają pretensje obarczając siebie nawzajem winą. Bywa, że ludzie zaczynają się dusić we własnym związku, zaczynają się kłótnie i dramaty, obwinianie się wzajemnie i poczucie niezrozumienia przez drugą stronę… Zazwyczaj po kilku latach małżeństwa mają już kilkoro dzieci, a spirala nieporozumień tylko się nakręca. Stają się więźniami własnego wyboru sprzed lat.

Czują się nieszczęśliwi, ale pozostają w takim związku tłumacząc to trudną miłością... Codzienne kłótnie i poczucie rozczarowania nie milkną, a ludzie oddalają się od siebie nabierając przekonania, że miłość z czasem nie jest już taka różowa… Gasną w oczach, zapadają się w swoich samotniach, żyjąc w błędnym przekonaniu, że tak to już  musi być. Otóż, nie musi i to dla wielu ludzi w trakcie terapii jest niezwykłym odkryciem. Po wielu latach małżeńskiego, czy “partnerskiego” pożycia, które zniszczyło między nimi wszystko co kiedyś ich łączyło, z ulgą stwierdzają, że żadne z nich nie musi być w tym związku tylko dlatego, że dekadę temu, mając 20 lat coś obiecało, nie wiedząc tak naprawdę co mówi…

I tutaj może zaczynać się proces zrozumienia mechanizmu działania małżeństwa, lub innej trwałej relacji jako  zniewolenia. Terapia nie polega na tym, aby na siłę naprawiać związek, przekonywać partnerów do tego, że powinni być razem skoro sobie to obiecali. Terapia to proces, w którym podejmują oni wysiłek (czasem pierwszy raz w życiu) zrozumienia samych siebie i partnera. Jest to proces, w wyniku którego ludzie zaczynają rozumieć siebie samych dzisiaj i siebie samych sprzed lat. Zaczynają dawać sobie prawo do bycia sobą i to samo prawo dopiero wówczas otrzymuje partner. Dowiadują się o sobie tego, nad czym tak naprawdę wcześniej się nie zastanawiali, a co jest fundamentem budowania zdrowych relacji ze sobą, ze światem, z innymi ludźmi. Zaczynają nazywać swoje potrzeby, wartości, przekonania, pragnienia. Określają przed samymi sobą kim tak naprawdę są. Zaczynają rozumieć i szanować samych siebie i swojego partnera…

Nie zawsze oznacza to idyllę, ale zazwyczaj oznacza początek nowego…  Jest to czas, w którym skonfliktowane pary mają szansę zaprzyjaźnić się dzięki zrozumieniu swoich potrzeb. Nie zawsze są w stanie je zaspokoić, czasem różnice między nimi zwyczajnie to uniemożliwiają,  ale są już w stanie przyjąć to ze zrozumieniem i akceptacją. Czasem zbyt długo nie chcemy widzieć, że tkwimy w związkach opartych na zależnościach, które z miłością nie mają nic wspólnego. Odbieramy tym samym sobie i partnerowi szansę na szczęście z kimś innym, albo samemu.

Pomimo minionych trudów, rozżalenia i rozczarowania, zawsze jednak warto spróbować się dogadać ♥, zrozumieć drugą stronę i siebie w tej relacji. Trzeba jednak pamiętać o tym, że może się już nie dać i tą opcję trzeba umieć dopuścić. To zwalnia uścisk, zmniejsza presję, pozwala zobaczyć alternatywę i podjąć świadomą decyzję: czy chcę? Chcę, czyli robię to z własnej woli, a nie dlatego że muszę, powinienem, wypada… Od odpowiedzi na to pytanie wszystko się zaczyna… Chcę czyli pragnę, a nie robię to dlatego, bo tak naprawdę jestem nieświadomy swoich nieprzepracowanych lęków, ograniczeń, zależności, w które wchodzę bo czegoś tam u siebie nie widzę czy nie rozumiem…

Ludzie łączą się w pary pod wpływem zakochania, fazy chemicznego, magicznego zauroczenia. Jest to jednak ta faza związku, która musi minąć, bo taka jest jej fizjologiczna i neurochemiczna natura.  Nie mamy świadomości, że w fazie zakochania miłość trzeba “wypracować”; dzięki budowaniu bliskości, wspólnoty, szacunku, zaufania, przyjaźni. Miłość to relacja, która zakłada samorozwój każdego z partnerów… Dlatego terapia par to często dwie oddzielne terapie każdego z partnerów…

         Miłość to nie staw, w którym zawsze można znaleźć swoje odbicie… Miłość ma przypływy i odpływy…                             Ma też swoje rozbite okręty, zatopione miasta, ośmiornice i skrzynie pełne złota i pereł…                                                     Ale perły leżą głęboko… ( Erich Maria Remarque ) 

W terapii par nie ma miejsca na samooszukiwanie się. To droga w jedną stronę – w stronę samorozwoju i zmiany.  Przepracowując swoje własne problemy, otwieramy się na problemy drugiego człowieka. I nawet jeśli ich nie rozumiemy, to zaczynamy rozumieć coś ważniejszego. Mianowicie,  że one mają prawo istnieć i że tak samo jak my, tak nasz partner, mamy prawo być w życiu szczęśliwi i że to jest nasz główny cel. Nie zawsze możemy osiągnąć go wspólnie, ale możemy się w tym wspierać, a nie zwalczać. Zaczynamy rozumieć, że nawet jeśli w związku wygasła namiętność, to zawsze możemy postawić na przyjaźń, zaufanie i bliskość, bez przymusu, a z własnej woli. Terapia pozwala obu stronom uświadomić sobie, że odpowiedzialność za wspólne dzieci, czy inne bardziej przyziemne zobowiązania to jedno, a miłość to drugie. I że nie zawsze trzeba tkwić latami w niesatysfakcjonujących związkach, aby być człowiekiem odpowiedzialnym i szanować drugiego człowieka.

Niektóre pary po przebyciu terapii zaczynają od nowa i z nową odkrytą wiedzą o sobie i partnerze odbudowują swoje związki, a potem żyją długo i szczęśliwie. Inne zaczynają rozumieć, że do siebie nie pasują i że kiedy mieli po 20 lat, inaczej patrzyli na siebie i na partnera…  Dlatego rozstają się w przyjaźni, we wdzięczności za wspólnie spędzone lata, czasem do siebie wracają po tym jak pobędą sobie oddzielnie. Różnie to bywa, jednak najważniejsze jest to, że w czasie terapii par, ludzie dają sobie szansę na zrozumienie własnej sytuacji, na bycie razem w obliczu kryzysu, czy konfliktu. Kończą się pretensje i utyskiwania, a zaczyna się rozmowa, budowanie relacji, próba rozumienia siebie nawzajem.

Czasem istotą terapii nie jest idylliczne pojednanie, ale zmniejszenie cierpienia w obliczu nieuniknionego rozstania. Niektórzy uświadamiają sobie po prostu mechanizmy jakie sprawiały, że byli razem. Byli bo wydawało im się, że się kochają, tylko ta miłość jakaś taka “trudna”…  Teraz mogą zobaczyć, że łączyły ich różnego rodzaju zależności, aż do zwyczajnego strachu przed samotnością włącznie…

W życiu nie zawsze możemy mieć to, co chcemy, ale zawsze możemy próbować zminimalizować straty jakie przychodzi nam ponosić. Zawsze możemy stawać się bardziej autentycznymi i dążyć do własnego rozwoju. Ta świadomość może sprawić, że damy sobie i innym prawo do tego, że potrzeby mogą się zmieniać, a wraz z tym potrzebna będzie akceptacja i obopólne zrozumienie. Kiedy  w czasie trwania terapii ludzie wypracują autentyczność względem samych siebie i partnera, to mają  szansę na odbudowanie swojego związku w nowej jakości, albo na rozstanie w poczuciu zrozumienia sytuacji w jakiej się znaleźli. A rozstanie w zrozumieniu daje szansę na piękną przyjaźń i to też jest wielka wartość ♥ K.