Co zrobić, kiedy nic mi się nie udaje? – część4.

94 wyświetleń 0 Comment

…🍀…

Przestać przyciągać negatywne zdarzenia i negatywnych ludzi.

  —>Zaczynam przyciągać przyjaznych i pomocnych ludzi, oraz korzystne zdarzenia.

Największe zastanowienie może budzić tutaj słowo przyciągać… Od lat wiele słyszy się o prawie przyciągania, magicznym wręcz oddziaływaniu myśli na rzeczywistość  i o tym, że możemy po prostu przyciągać do naszego życia to, czego pragniemy. Brzmi to tajemniczo i u jednych wzbudza entuzjazm, u innych nie bardzo.

Nie zagłębiając  się teraz w mechanizmy metafizyczne, fizyczne, filozoficzne i duchowe zjawiska polegającego na rezonowaniu okoliczności życiowych z myślami i emocjami,  podzielę się z Wami kilkoma psychologicznymi aspektami tego zjawiska. Jakie są przyczyny tego, że faktycznie w zależności od tego co mamy w sobie, przyciągamy określonych ludzi i okoliczności.

Mimo niepełnej wciąż wiedzy o mózgu, psychice i duchowości człowieka ( jaki i o samej Duszy, która pozostaje niezbadana, choć wielu z nas wie, że jest ), trochę jednak już wiemy i na tej podstawie możemy śmiało mówić o tym, że zarówno myśli jak i emocje nie znikają – istnieją w nas i w naszej rzeczywistości –  stanowią ładunek energetyczny, swoisty magnes, który sprawia że doświadczamy różnych okoliczności. Moment, w którym zauważymy że są to powtarzające się, podobne zdarzenia, powinien być momentem zatrzymania i refleksji.

Kiedy (na przykład ) nie lubimy siebie, żyjemy w poczuciu winy lub wstydu, świat staje się zwierciadłem dla tych emocji, uczuć i myśli jakie w sobie nosimy. Oznacza to, iż w naszym życiu powtarzają się sytuacje, w których doświadczamy tych właśnie emocji. Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, że te emocje w nas są – nawet jeśli nie chcemy ich „widzieć” i sprawiają, że jesteśmy tacy jacy jesteśmy i zachowujemy się tak, a nie inaczej. Jeśli w dzieciństwie doświadczaliśmy sytuacji, w których nas zawstydzano, wpędzano w poczucie winy, to wokół tego ukształtowała się nasza osobowość. Podświadomie nie lubimy więc siebie, żywimy do siebie niechęć, wiemy, że nie zasługujemy na to co dobre. Ponieważ nie jesteśmy tego świadomi  i mamy to nieprzepracowane, nie możemy nad tym zapanować, co pozwoliłoby uzdrowić te emocje  i niechęć.  Dlatego kłębi się to w nas i sprawia, że zachowujemy się w określony sposób, wchodzimy w określone typy relacji i mamy wciąż te same doświadczenia… Nasze przekonania i  obawy związane z tym jak postrzegamy samych siebie potęgują złe doświadczenia. Niestety to prawda.

Po drugie, podświadomie oczekujemy tylko tego, na co we własnym mniemaniu zasługujemy. Tylko na to sobie pozwalamy, tylko takie okoliczności dostrzegamy/dopuszczamy, które są zgodne z naszymi przekonaniami i przewidywaniami. To sprawia, że (podświadomie!!) wybieramy tylko takie okoliczności, projekty, zadania i ludzi, dzięki którym potwierdzimy słuszność naszych przekonań. W końcu jesteśmy beznadziejni, nie zasługujemy żeby nam się wszystko udawało, więc… nam się nie udaje. Dajemy byle co, bo byle co mamy ( a to zazwyczaj nie jest prawda, a tylko nieuświadomione przekonanie!) i byle co dostajemy w zamian. Dzięki temu jesteśmy spójni wewnętrznie i wszystko nam się zgadza: przy kolejnym niepowodzeniu utwierdzamy się w swoich przekonaniach, potwierdzamy we własnych oczach to, jacy jesteśmy. Psychologia nazywa to samospełniającym się proroctwem.

W podświadomości zachodzi  ciekawe zjawisko, które pomaga zrozumieć to, że istotą naszych relacji z ludźmi i ze światem jest to, co mamy w środku.  Mianowicie, chodzi o wyparcie, a w zasadzie przepracowanie tego, co wypieramy ( Freud, Jung, Horney…) . Psychika ludzka to fenomen, który ma jeden cel: chronić nasze ja przed cierpieniem ( chroniąc jednak przed większym, sprawia mniejsze, bo przed wszystkim się nie da). I robi to. Zawsze. Jest to proces, który nie sposób tu omówić w całości, ale potrzebny nam wątek opiszę.

Mechanizmy obronne są po to, aby uchronić nas przed cierpieniem z jakim musieliśmy się zmierzyć np. jako dzieci, które nie potrafią jeszcze radzić sobie z poczuciem odrzucenia i braku akceptacji biorąc wszystko prosto do serca…  Umysł jeszcze nie potrafi wytłumaczyć sobie, że mama nakrzyczała na mnie przy kolegach bo się zestresowała tym, że spadnę z drabinki, ale tak naprawdę bardzo mnie kocha i zrobiła to z troski… dziecko TYLKO CZUJE – całym sobą czuje się wówczas skrytykowane, odrzucone, niekochane.   Mechanizm wyparcia ukrywa ten ból przed naszym ja, żeby zmniejszyć ból braku miłości – bo do tego wszystko się sprowadza. Mechanizm taki, kiedy działa rzadko i krótko, a sytuacje które go uruchamiają nie powtarzają się, zdaje egzamin – chroni przed niepotrzebnym cierpieniem. Natomiast kiedy dziecku uruchamia się on często, bo rodzice nadużywają słów, zaczyna być szkodliwy, bo ukrywa głęboko ból. Odcina dziecko od siebie. I ten ból nie zniknie. Będzie w nas jak ciemna energia, będzie generował określone sytuacje po to, abyśmy go zauważyli i stamtąd wyciągnęli – naprawdę tak to działa.

Chodzi  o to, aby te aspekty nas samych, które wyparliśmy, mogły zostać uwolnione, a my dzięki temu uzdrowieni. I one (traumy, wstydy, poczucia winy i inne trudne emocje) dążą do uwolnienia, czyli do tego, żebyśmy je zauważyli i pochylili się nad nimi. Utulili je. Przepracowując trudne emocje, jakie w sobie nosimy, uwalniamy się od konsekwencji, które one generują. Przestajemy popełniać wciąż te same błędy i przepracowywać te same lekcje.

Wiem, że to brzmi jakoś tak magicznie, ale tak naprawdę jest …  I piękne jest też to, że możemy to odczarować, uzdrawiając swoje życie. Samoświadomość  i Samoakceptacja to nasza tarcza ochronna przed wieloma sytuacjami, które podświadomie przyciągamy w celu uzdrowienia.

Kiedy przyjrzycie się temu, zobaczycie jak to działa i przyjmiecie  fakt, że nasza podświadomość musi być usłyszana, abyśmy my mogli być wolni i w pełni wykorzystywali swój ogromny potencjał nieograniczony cieniami traum, zrozumiecie że prawo na podstawie którego przyciągaliście do swojego życia określone okoliczności, działa w Was samych.

Przyciągamy to, co mamy w sobie. Dajemy z siebie to, co w sobie mamy i otrzymujemy to samo w zamian.  I nawet jeśli do końca nie rozumiemy mechanizmów sprawczych, to przy odpowiednim używaniu afirmacji możemy dać sygnał do podświadomości, że zmieniamy program, jesteśmy gotowi na zmiany, chcemy uzdrowić to, co zapomniane. Nie chcemy już iść starym schematem, nie potrzebujemy już tych samych  lekcji  zapakowanych tylko dla pozoru innymi wstążkami… Nie potrzebujemy już doświadczać odrzucenia i sytuacji, w których będziemy mogli to przepracować. Zaczynamy otwierać się na innych niż dotychczas ludzi i okoliczności…

Afirmacje mogą być początkiem do odczarowania przekonania, że nie zasługujemy. Mogą uruchomić w podświadomości pozwolenie  sobie na nowe, dobre doświadczenia… Trzeba tylko od czegoś zacząć. I nie zawsze musi to być terapia. Czasem wystarczy gotowość na zmianę, otwartość na nowe, chęć doświadczenia  czegoś innego.

Praca z afirmacjami ma szansę zmienić nasze samopoczucie i postrzeganie rzeczywistości, a to może zapoczątkować lawinę zmian na lepsze.  Każda mała zmiana w dobrą stronę zazwyczaj zwiększa apetyt na większe „poprawki”.  Kiedy  doświadczymy tego, że faktycznie nasza rzeczywistość bierze początek u źródeł, czyli w nas samych,  zaczynamy inaczej patrzeć na siebie i na świat. Wtedy może się zdarzyć, że zechcemy opuścić strefę komfortu , rozejrzeć się poza nią i na przykład zajrzeć w głąb siebie… ?

Zaufaj, rozpocznij drogę do samoświadomości, a zobaczysz jak wszystko zacznie się zmieniać.  ᴥᴥ

K.