Świat zaczyna się w głowie…

104 wyświetleń 0 Comment

…🎈…

Moment, w którym uświadamiamy sobie, że nasz świat zaczyna się tam, gdzie rodzą się nasze myśli, może być momentem przełomowym w naszym życiu.  Ciężko jest bowiem zignorować tą wiedzę, chociaż często bywa tak, że odrzucamy ją spychając na margines frazesów i populistycznych haseł. Przyjęcie tych słów jako prawdy objawionej niesie ze sobą bardzo szerokie konsekwencje; każe bowiem w pełni przyjąć odpowiedzialność za własne życie, a taka perspektywa – wyczuwana podświadomie –  nie zawsze nam się podoba…

Dla niektórych z nas, przejęcie sterów jest zbyt obciążające; wiąże się bowiem często ze zmianami, których raczej nie lubimy, obawiając się nowego.  I mimo, że zmiany są jedyną drogą do rozwoju, a przejęcie dowodzenia  czyni nas jedynymi odpowiedzialnymi za własne życie, to nie zawsze mamy gotowość do podjęcia wyzwania. Wolimy pozostawać w swojej strefie komfortu – nawet jeśli jest to „komfort” bycia nieszczęśliwym – nauczyliśmy się już poruszać w swoim znanym świecie.  Wiemy co nam tu wolno, a co nie, wiemy jaki jest świat, a jaki nie jest,  mamy swoją mapę życia, znamy  swoje ograniczenia i nie chcemy sprawdzić, czy aby na pewno jest właśnie tak…

A co by było, gdyby okazało się, że jest zupełnie inaczej? Że nasze dotychczasowe przekonania, na których zbudowaliśmy mapę świata i mamy na niej punkty odniesienia, bardzo łatwo można zmienić? A wraz ze zmianą naszych myśli o świecie zmieni się cały nasz świat? Czy mamy odwagę budować na nowo? Czy stać nas na wyjście ze swojego akwarium? Odpowiedź często brzmi: nie i dlatego wolimy odrzucić teorię, że świat zaczyna się w głowie…

Ja jednak spróbuję dzisiaj przekonać Was, że tak właśnie jest  i że wnikliwa konfrontacja z tymi słowami może odmienić życie każdego z nas.  Świat zewnętrzny wydaje się funkcjonować niezależnie od tego co o nim myślimy. Kiedy patrzymy na to, co nas otacza, możemy odnieść mylne wrażenie, że rzeczywistość często toczy się poza nami. Mamy jakieś życie, które poniekąd wybraliśmy, a poniekąd „ samo się ułożyło” . Niektóre elementy sami wybraliśmy, a niektóre pojawiły się znikąd…  Część naszego świata to bezpośredni skutek naszych decyzji, a część to skutek decyzji innych ludzi, okoliczności społeczno-kulturowych, ekonomicznych, losowych…

Sami wybieramy  partnera, pracę, decydujemy się na dzieci, lub nie, decydujemy się zamieszkać w takim a nie innym miejscu. To my w wielu kluczowych kwestiach wybieramy jak będzie wyglądał nasz świat. Inne jego elementy faktycznie pojawiają się same, a my je przyjmujemy, wpuszczamy krok po kroku do naszego życia. Te elementy to często nieprzewidziane i niezaplanowane konsekwencje naszych wcześniejszych kluczowych decyzji, które w toku życia po prostu się pojawiają… Wykluwają się z faktu, iż nie żyjemy na bezludnej wyspie. Z czasem może się okazać, że wykształcenie jakie mamy nie gra z nami, praca jaką wybraliśmy tak naprawdę nie spełnia naszych oczekiwań nie tylko finansowych ale żadnych, partner „zmienił się” na tyle, że zwyczajnie nawet już go nie lubimy, a miasto, w którym zbudowaliśmy dom,męczy nas niemiłosiernie, itd…

Kiedy przyjmiemy założenie, że tak to już jest, życie to nie bajka, ludzie są podli, a świat niesprawiedliwy, to tak właśnie będzie, a my staniemy się marionetkami w rękach tegoż świata… Staniemy się niewolnikami własnych przekonań, a nasze życie będzie zewnątrzsterowne. Będziemy w poczuciu frustracji odgrywać role, których – jak się może okazać – wcale nie wybraliśmy, tylko zostały nam przydzielone.

Zapytasz: jak to przydzielone? Tak, przydzielone, wylosowane, przyjęte bezrefleksyjnie, automatycznie, z uwzględnieniem norm społeczno-kulturowych w jakich żyjesz. Może się okazać, że przyjąłeś je nie będąc świadomym własnych potrzeb, pod wpływem chwilowych impulsów, ograniczeń jakie miałeś w głowie, presji rodziców, którzy na szczęście zawsze chcą dla nas dobrze, czy kogośtam. Czasem tak bywa, że na chwilę, w kluczowych momentach, oddawaliśmy odpowiedzialność za własne życie innym, a oni (szeroko pojmowani, bo czasem ciężko jest nawet ich spersonifikować) wybrali za nas. Decydując o wyborze studiów można kierować się słabymi pobudkami, typu:  na ten kierunek najłatwiej się dostać, albo w moim mieście nie ma nic lepszego. To nie był wybór oparty na potrzebach. To nie był wybór. Każde inne pobudki , poza autentycznymi potrzebami, kreują  pseudowybory.  Z poziomu braku świadomości własnych potrzeb, wartości, czy braku  marzeń,  nie wybieramy, tylko poddajemy się nurtowi życia, którego nie kreujemy, a tylko pozwalamy mu się dziać – nie będąc świadomymi tego co się dzieje, przyjmujemy role… Oczywiście czasem ma to pozytywne konsekwencje, ale nie zawsze. Podobnie z partnerem, gdzie po kilku miesiącach znajomości pod wpływem fazy zakochania, padła decyzja o ślubie i dzieciach, a po dwóch latach wspólnego życia okazało się że nic Cię z tym kimś nie łączy… Mówimy wtedy często, że on się zmienił… Nie wiem właśnie czy to on się zmienił, czy zwyczajnie zdążyliście się lepiej poznać…  Podobnie z miejscem zamieszkania… Mimo że kochasz morze, zbudowałeś dom w górach, bo tam się urodziłeś i tak było łatwiej, a tak naprawdę nawet nie podjąłeś próby wyjazdu nad morze…

I tak dochodzimy do momentu,  w którym okazuje się, że świat naprawdę zaczyna się w głowie… To nasze myśli, przekonania, nawyki i przyzwolenie na bierne i nieświadome podporządkowanie się otaczającemu nas światu, sprawia iż żyjemy tak, a nie inaczej. To naprawdę nie świat zewnętrzny ostatecznie wpływa na nasze życie, tylko nasze myśli, decyzje i wybory  – lub ich brak – kształtują naszą rzeczywistość. I chociaż oczywiste jest, że świat zewnętrzny determinuje poniekąd nasze życie, to wciąż od nas zależy to, jak to zinterpretujemy. Konsekwencją myśli będą nasze uczucia, postawy życiowe  i działania. To w naszej głowie rodzą się myśli o świecie i o nas samych. To tutaj zaczyna się nasz świat, to tutaj jest centrum sterowania. I nawet w obliczu skutków sytuacji, które „zdarzyły nam się” i nie były bezpośrednią konsekwencją naszej decyzji, wciąż pozostają pod jurysdykcją naszych myśli. To od nas ostatecznie zależy co o tym pomyślimy i co z tym zrobimy…

Z pozdrowieniami, K.